Artykuł

Adrianna Muszyńska: Nie odmawia się wicemistrzowi Polski
Adrianna Muszyńska: Nie odmawia się wicemistrzowi Polski

Grająca na pozycji przyjmującej, Adrianna Muszyńska dołączyła do naszego zespołu prosto ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku. Młoda, zdolna i pracowita – to trzy słowa, które doskonale opisują Adę. W meczu drugiej kolejki LSK trener Błażej Krzyształowicz nie obawiał się wprowadzić jej na zmianę na boisko. Swój debiut w najwyższej fazie rozgrywkowej może zaliczyć do udanych! Zdobyła dla niebiesko-biało-czerwonych punkt atakiem oraz pojedynczym blokiem. Jak zaczęła się jej przygoda z siatkówką? Dlaczego nie została szczypiornistką? Na te i inne pytania poznają Państwo odpowiedź w poniższym wywiadzie. Zapraszamy do lektury.

 

Agnieszka Pruszkowska: Pochodzisz z okolic Płocka, miasta, w którym króluje piłka ręczna. Jak to się stało, że zostałaś siatkarką?

Adrianna Muszyńska: W dużej mierze jest to zasługa mojego taty. Oczywiście oboje rodzice motywowali nas i wspierali w sportowym rozwoju ,zawozili nas na treningi i odbierali. W Płocku był jeden klub, więc właśnie do niego chodziłyśmy.

Nie wszyscy kibice wiedzą, że masz dwie siostry jedną starszą i drugą, która jest Twoją siostrą bliźniaczką, i że cała trójka poszła siatkarską drogą.

- Zgadza się. Moja starsza siostra Natalia, kiedyś grała, już teraz nie. A moja bliźniaczka, Aleksandra występuje w pierwszoligowym zespole z Krosna.

Nie chciałaś grać w piłkę ręczną? W Płocku marzy o tym chyba każde dziecko. Nikt Cię nie namawiał, a może jednak sama chciałaś?

- Ja właśnie bardzo chciałam grać w piłkę ręczną. Chyba jak każde dziecko z Płocka i okolic. Poszłam w swojej szkole podstawowej do mojego nauczyciela wychowania fizycznego i powiedziałam, że chciałabym grać w piłkę ręczną. Jednak on namawiał mnie do siatkówki. Porozmawiałam o tym z moim tatą i on doradził mi bym chociaż spróbowała. Jak już spróbowałam siatkówki, to mi się spodobało i przy tym zostałam.

Skoro udało Ci się uciec od piłki ręcznej, to jak dalej przebiegała Twoja siatkarska droga?

- Trener Makowski pojawił się na naszych zajęciach w Płocku. Następnie otrzymałyśmy zaproszenie na Campy w Sosnowcu i tak się zaczęło.

Kolejnym etapem była Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Szczyrku. Masz również za sobą przygodę z kadrą juniorek oraz kadetek. Czy w przyszłości chciałabyś trafić do kadry seniorek i grać w biało-czerwonej koszulce z orłem na piersi?

Jako kadetka byłam w Gruzji i Peru, wzięłam udział w Mistrzostwach Świata. Później byłam powoływana do kadry juniorek na obozy, ale do ostatecznego składu już nie. Tak, jest to niewątpliwie mój cel. Jednak wiadomo, że nie wszystko od razu. Muszę włożyć wiele pracy, krok po kroku zmierzać do tego celu.

Każda z zawodniczek przechodzi drogę przez szukanie swojej pozycji na boisku. Czy Ty od początku byłaś przyjmującą i tak zostało? Czy może się to zmieniało?

- Zaczynałam od gry na środku. Dopiero w Sosnowcu zmieniłam pozycję na przyjmującą z czego jestem bardzo zadowolona i wdzięczna trenerowi, że postanowił mnie przestawić. Na środku została za to moja siostra, Ola.

Kończąc SMS z pewnością miałaś oferty z innych klubów. Dlaczego wybrałaś Grot Budowlanych Łódź?

- Tak, miałam kilka innych ofert. Głównie były to propozycje z pierwszoligowych zespołów. W Szczyrku spotkałam się z trenerem Błażejem i porozmawialiśmy. Powiedział mi jak on to widzi, przedstawił mi swój pomysł, plan na mnie w zespole. Wiem, że przede mną dużo pracy i szansa na grę w pierwszej szóstce jest trudniejsza niż w drużynie z ligi niżej. Jednak chcę podejmować to wyzwanie, chcę pracować, bo wiem, że jeszcze muszę się wiele nauczyć, a tutaj mam taką możliwość. Trenuję w profesjonalnym klubie z doświadczonymi zawodniczkami. Ponadto nie odmawia się wicemistrzowi Polski.

Tak naprawdę to drugiego trenera, Tadeusza Krzyształowicza znasz nieco dłużej.

- To prawda. Trenera Tadeusza poznałam w szkole w Sosnowcu. Przeniosłam się tam w drugiej połowie trzeciej klasy gimnazjum i mieliśmy okazję wtedy się poznać, współpracować. Następnie spędziłam trzy lata w SMS-ie w Szczyrku, a teraz ponownie pracuje z trenerem Tadeuszem.

Jak oceniasz współpracę z całym naszym sztabem?

- Na treningach panuje pełen profesjonalizm. Zajęcia nie są nudne, są przemyślane i naprawdę dużo mi dają. Jestem bardzo zadowolona.

Czy dołączając do naszego zespołu znałaś dziewczyny?

- Dołączając do zespołu nie znałam żadnej z dziewczyn osobiście. Cały czas się poznajemy, atmosfera jest bardzo dobra.

My jesteśmy już przyzwyczajeni do ogromu Atlas Areny. Jakie wrażenie zrobiła na Tobie ta hala?

- Rzeczywiście na początku ta hala robiła na mnie niesamowite wrażenie. Jest bardzo duża, też świadomość jakie mecze tu się rozgrywają dodaje jej prestiżu. Natomiast teraz, gdy trenujemy tam codziennie, to już się do niej przyzwyczaiłam. Ale przyznaje na początku, to był szok! (uśmiech)

Grot Budowlani Łódź, to dla Ciebie pierwszy zespół ligowy takiej rangi. Wcześniej grałaś w MUKS Płock oraz w SMS-ie Szczyrk. Jakie wrażenie robią na Tobie Kibice, którzy podążają za zespołem od miasta do miasta?

- Ich obecność bardzo motywuje, pomaga, są dla nas dodatkowym zawodnikiem. Dla mnie jest to też coś nowego, bo wcześniej, tak jak powiedziałaś, grałam w innych zespołach, które nie miały aż tylu Kibiców. Myślę, że dla całego zespołu jest to ogromnie ważne, że są z nami bez względu na odległość, dzień tygodnia. Czujemy ich wsparcie.

Podczas meczu drugiej kolejki Ligi Siatkówki Kobiet trener Błażej Krzyształowicz podjął decyzję o zmianie i wprowadził Cię na parkiet. To był Twój debiut w najwyższej fazie rozgrywkowej. Zdobyłaś punkt atakiem oraz pojedynczym blokiem. Jak oceniasz swój występ? Czy mocno się stresowałaś? Spodziewałaś się takiej decyzji trenera?

- To był dla mnie wyjątkowy moment, tym bardziej, że był to mecz we własnej hali, a na trybunach była moja rodzina. Cieszę się, że trener dał mi taką szansę i udało mi się ją wykorzystać przynosząc drużynie punkty.

Gra w Łodzi to na pewno dla Ciebie duży krok. Nie tylko ze względu na to, że grasz w LSK, w zespole wicemistrza Polski, ale też dlatego, że tak mocniej rozdzielasz się ze swoją siostrą bliźniaczką. Do tej pory razem szłyście tą siatkarską drogą. Klub w Płocku, SMS. Mówi się, że rodzeństwa bliźniacze mają ze sobą wyjątkową więź. Jak radzicie sobie w tej nowej dla Was sytuacji?

- To tak naprawdę nie jest pierwszy moment, gdy się rozstajemy. Pół roku spędziłam w szkole w Sosnowcu bez swojej siostry, rodziców. Płock i Sosnowiec dzieli dosyć duża odległość, nie mogliśmy widywać się codziennie, tak jak wcześniej. Ten etap był dla mnie trudny, bo jestem bardzo rodzinną osobą. W Szczyrku było już inaczej, bo była Ola ze mną i też już oswoiłam się z tą samodzielnością, rozłąką z rodziną.

Miałaś już okazję trochę bardziej poznać Łódź?

- Póki co nie za wiele, treningi, siłownia, a jak mamy chwilę wolnego, to odwiedzą swoją rodzinę, bo z Łodzi mam bardzo blisko.

 

 

 

Rozmawiała Agnieszka Pruszkowska

Zdjęcie: Paweł Piotrowski

Komentarze artykułu